Wielki powrót legendy. Fedor wygrał w 48 sekund!

Ależ to była jatka! Fedor był o krok od porażki, a później zrobił to, co potrafi najlepiej.

42-letni Fedor Emelianenko i 3 lata młodszy Frank Mir to żywe legendy mieszanych sztuk walki. Obaj zapisali piękne karty we wszechstylowej walce wręcz. Pierwszy zdobywając m.in. mistrzostwo federacji PRIDE, drugi przez lata z sukcesami walcząc w UFC, gdzie również ubierał mistrzowskie pasy.

Obaj panowie spotkali się podczas gali Bellator 196 w Chicago. Obaj też nie mieli za sobą najlepszego okresu. Emelianenko nie zadebiutował udanie w organizacji Bellator. 10 miesięcy wcześniej w Nowym Jorku błyskawicznie przegrał z Mattem Mitrione. Amerykanin potrzebował na zakończenie pojedynku z utytułowanym przeciwnikiem zaledwie minutę i 14 sekund.

Jeszcze gorsze wspomnienia z poprzedniej walki może mieć Frank Mir. Co prawda spędził w klatce znacznie więcej czasu niż Rosjanin, bo nieco ponad trzy minuty, po czym został znokautowany przez Marka Hunta. Na tym jednak nie skończyły się jego problemy, bowiem w organizmie Mira wykryto niedozwolone środki. USADA nie miała litości i zawiesiła zawodnika na 2 lata. Jako że okres zawieszenia skończył się 7 kwietnia, mógł bez przeszkód przystąpić do walki z Fedorem.

Fedor EmelianenkoFedor Emelianenko
Autor zdjęcia: Bruno Massami / commons.wikimedia.org

Długa droga do mistrzostwa

Walka Emelianenko – Mir była pierwszym z trzech kroków do mistrzostwa Bellator MMA w wadze ciężkiej. Trudno było wskazać w niej faworyta i trudno było również przypuszczać, że walka rozstrzygnie się na pełnym dystansie. Dość powiedzieć, że z wcześniejszych 10 walk Fedora, ledwie 4 wyszły poza pierwszą rundę, a tylko 2 razy musiał on przewalczyć pełne 3 rundy. Z wytypowaniem faworyta problem mieli również bukmacherzy, którzy przewidywali walkę na styku, choć również wielu z nich dawało nieznacznie większe szanse młodszemu Mirowi.

Szybka robota Fedora

Walkę lepiej rozpoczął Mir, który wyszedł od lowkicków, a następnie lewym prostym ustrzelił szczękę Rosjanina. Ten wyraźnie odczuł cios, zachwiał się na nogach i padł na matę. Mir poczuł krew i rzucił się na naruszonego przeciwnika chcąc wykorzystać słaby moment i jak najszybciej zakończyć walkę. Na jego nieszczęście rywal wyczuł co się święci i zdołał dość szybko się pozbierać. Walka wróciła do stójki i Fedor zdawał się odzyskiwać rezon. Wtedy obaj postanowili nie zasypiać gruszek w popiele i ruszyli do szaleńczej wymiany ciosów. Kwestią czasu było, aż któryś z nich zdoła potężnym sierpowym ukąsić przeciwnika, tym bardziej, że obaj zdawali się nie przykładać szczególnej wagi do defensywy. Przodował w tym Mir, który rozpuścił ręce i odpuścił gardę. Na jego nieszczęście, jeden z potężnych, choć nieczystych prawych sierpowych Fedora doszedł do celu. Trafiony stracił równowagę i nadział się na lewy podbródkowy, co kompletnie go oszołomiło. Emelianenko nie zwykł marnować takich okazji. Rzucił się na Mira i zasypał go lawiną ciosów z lewej ręki, a ten nie był w stanie w żaden sposób się przed nimi obronić. Sędzia nie miał wyboru i musiał przerwać walkę.

Kolejny krok

Walka trwała zaledwie 48 sekund, a i tak mieliśmy w niej do czynienia z emocjonalnym roller coasterem. Frank Mir był o krok od zwycięstwa, ale zmarnował okazję, której MMA nie wybacza i błyskawicznie został za ten błąd skarcony. Fedor zaś pokazał, że metryka nie ma znaczenia i wykonał poważny krok w kierunku mistrzowskiego pasa. Zatarł również nienajlepsze wrażenie, jakie zostawił po debiucie w organizacji. Potwierdził też, że jest jednym z najbardziej widowiskowych zawodników w historii tej dyscypliny.

Cała walka do obejrzenia tutaj.