Nowy mistrz KSW w wadze półśredniej! Wspaniały Janikowski!

Gala we Wrocławiu rozkręcała się powoli, ale kiedy już się rozkręciła, fani mogli przecierać oczy ze zdumienia. Co za pokaz mieszanych sztuk walki!

We wrocławskiej Hali Stulecia, podczas KSW 43, mieliśmy okazję obejrzeć 8 walk, a ich zwieńczeniem był bój o pas mistrzowski w wadze półśredniej. Wojowników z wysokości trybun dopingował komplet widzów, którzy nie mieli powodów do narzekania na poziom sportowy gali.

Emocje jednak narastały dość powoli. W pierwszej walce tego wieczoru wystąpili Maciej Kazieczko i Kaliciński. Kazieczko, który chciał zatrzeć nienajlepsze wrażenie po porażce w Katowicach z Szadzińskim już w pierwszej rundzie, kontrolował walkę niemal na pełnym dystansie. Walka prowadzona była głównie w stójce, a panowie wymieniali się mocnymi kopnięciami. Pod koniec 3 rundy trafiony Kaliciński padł na deski, co próbował wykorzystać Kazieczko, zabrakło jednak czasu. Werdykt – jednogłośne zwycięstwo Kazieczki.

W drugiej walce również emocji było jak na lekarstwo, bo Antun Racić i Kamil Selwa podchodzili do siebie z dużym respektem. Jeszcze w pierwszej rundzie niewielką przewagę miał Polak, jednak im walka trwała dłużej, tym więcej spokoju i wyrachowania wykazywał Chorwat, który w 3. rundzie ostatecznie przechylił szalę na swoją korzyść, przez dobre dwie minuty dominując nad przeciwnikiem w parterze.

Karol BedorfKarol Bedorf
Autor zdjęcia: Roger Gor / commons.wikimedia.org

Kamień dla Pudziana

Przed oficjalną ceremonią otwarcia w ringu pojawili się Karol Bedorf i Mariusz Pudzianowski, którzy zapowiedzieli swoją walkę na KSW 44. Spotkanie przebiegło w przyjaznej atmosferze, a Bedorf przekazał Pudzianowi w prezencie kamień. Wszak powiedzenie, że „cierpliwy to i kamień ugotuje”, jest jednym z ulubionych byłego strongmana.

Mr. Chaos

Kontrowersyjny Irlandczyk z północy wraca do klatki KSW pół roku po zakończonej skandalem walce z Gamrotem. Jego przeciwnikiem był Łukasz Chlewicki, który przegrał trzy ostatnie walki i chciał w końcu przerwać złą passę. Rywal był jednak znakomicie dysponowany. Od pierwszych sekund nadawał rytm ringowym wydarzeniom, a runda 2. I 3. to już jego popis. Zdominował Chlewickiego, który nie miał nic do powiedzenia. Nie udało mu się zakończyć walki przed czasem, ale i tak pozostawił po sobie świetne wrażenie i wygrał z ogromną przewagą.

Zawada – Michalski, koncert w klatce

Nieprawdopodobny pokaz mieszanych sztuk walki dali obaj wojownicy. Przez niemal 10 minut debiutujący w KSW Michalski rozbijał bardziej doświadczonego rywala, zdecydowanie wygrywając obie rundy. Wydawało się, że jest o krok od zakończenia pojedynku przed czasem, zwłaszcza kiedy trafiony Zawada padał na deski, a Michalski rozpuszczał ręce i zasypywał głowę przeciwnika potężnymi ciosami. Jednak na samym początku trzeciego starcia ulubieniec miejscowej widowni popełnił prosty błąd, oddał Zawadzie plecy, a ten skwapliwie z tego skorzystał i zapiął efektowne duszenie. Michalskiemu nie pozostało nic innego jak odklepać, a Zawada, który był o krok od porażki, mógł unieść ręce w geście triumfu. Dla Michalskiego, mimo przegranej, może to być początek pięknej kariery w KSW.

Test dla młodego Francuza

Po niejednogłośnym zwycięstwie nad Rajewskim Salahdine Parnasse stanął przed wyzwaniem, które miało zweryfikować jego rzeczywiste możliwości. Naprzeciw stanął doświadczony Artur Sowiński. Jednak od początku walki popularny „Kornik” nie potrafił znaleźć sposobu na doskonale przygotowanego Francuza. Ten umiejętnie unikał ciosów przeciwnika, samemu raz po raz kąsząc ciosami i kopnięciami, a gdy było trzeba sprowadzał walkę do parteru i tam również nie dawał dojść do głosu przeciwnikowi. Wszystkie 3 rundy wyglądały bardzo podobnie. Dopiero pod koniec walki Sowiński zerwał się do ataku, ale bez efektów. Parnasse kontrolował walkę na pełnym dystansie i potwierdził, że drzemie w nim ogromny potencjał. Pokazał też, że nie będzie raczej zawodnikiem efektownie kończącym starcia, a raczej takim, który skrupulatnie i sumiennie punktuje przeciwników.

Starcie gigantów

Wielkie nadzieje wiązaliśmy z Michałem Andryszakiem, który w walce o pas mistrza KSW zmierzył się z Philipem de Friesem. Chcieliśmy grzmotów i dostaliśmy grzmoty. Walkę znakomicie rozpoczął Polak, który przypuścił huraganowy atak i bombardował rywala potężnymi ciosami i kopnięciami. W pewnym momencie Anglik znalazł się w poważnych tarapatach, ale w końcu zdołał sprowadzić walkę do parteru i tam wykorzystał całe swoje doświadczenie powoli odbierając siły i ochotę do walki Andryszakowi. W końcu na półtorej minuty przed końcem pierwszej rundy przypuścił ostateczny atak, na który rywal nie potrafił w żaden sposób odpowiedzieć. Sędzia przerwał pojedynek i pas mistrzowski powędrował do de Friesa.

Janikowski przyszłym mistrzem KSW?

Na KSW 43 Janikowski stoczył dopiero 3 walkę w karierze. W swoim rodzinnym mieście powalczył z Yannickiem Bahati, który, co oczywiste, stoczył o wiele więcej walk i był też zawodnikiem większym i cięższym od Polaka. Jednak Janikowskiemu wystarczyło 18 sekund, żeby zwieńczyć pyskówki sprzed walki i pokazać swoją wielką klasę. Przypuścił błyskawiczny atak, po którym Bahati szybko padł na deski, a tam były zapaśnik dokończył dzieła zniszczenia. Oj wielkie rzeczy pokaże nam jeszcze w klatce Janikowski!

Du Plessis pomścił Mańkowskiego

Reprezentant RPA miał walczyć o tytuł z Mańkowskim, jednak z powodów zdrowotnych musiał się wycofać, a jego miejsce zajął Soldić, z którym Polak sromotnie przegrał. Zatem walka Du Plessis – Soldić była czymś zupełnie naturalnym i wyczekiwanym. Chorwat zaczął w swoim stylu – wyprowadzając potężne ciosy i chcąc załatwić sprawę jak najszybciej. Du Plessis wyraźnie starał się unikać walki w stójce i usiłował sprowadzać walkę do parteru, gdzie wykorzystywał umiejętności i wysysał siły z Soldicia. Ten przystąpił do drugiej rundy wyraźnie zmęczony, w dodatku przeciwnik skutecznymi low kickami sukcesywnie wyłączał mu nogi. Mistrz KSW chyba nieco zaskoczony faktem, że Du Plessis dobrze radzi sobie w stójce na moment stracił rezon i nadział się na potężną kontrę, po której padł na deski. Pretendent musiał tylko na to czekał i lawiną ciosów zgasił Soldiciowi światło. Pas zmienił właściciela!