Szpilka atakuje Oświecińskiego, pogrom w walce wieczoru.

KSW 41 w katowickim Spodku obfitowało w emocje, potężne ciosy, efektowne nokauty i sensacje. Kto zrobił krok w przód, a kto pozostał w blokach?

Cóż to była za gala! KSW 41 obfitowało w niespodzianki, zwroty akcji, znakomite debiuty i porażki faworytów. Nie zabrakło też niezdrowych emocji.

W katowickim Spodku mieliśmy przyjemność oglądania 9 efektownych pojedynków i tylko dwa z nich nie zakończyły się przed czasem. W walce wieczoru Borys Mańkowski, zawodnik będący wielką nadzieją KSW, zmierzył się z debiutującym w klatce KSW Roberto Soldiciem. Początkowo „Diabeł Tasmański” miał walczyć z Dricusem du Plessisem, ale ten wypadł niedługo przed galą z powodu kontuzji.

Efektowny Szadziński

Pierwszą walką na gali był pojedynek Gracjana Szadzińskiego z Maciejem Kazieczko. Obaj słynęli z widowiskowości, więc kibice mogli ostrzyć sobie zęby i oczekiwać dobrej walki. Nie inaczej było tym razem. Choć sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, a Szadziński był w niemałych opałach, to pod koniec I rundy zdołał zakończyć walkę przez techniczny nokaut.

Salahdine Parnasse – przywitanie z polską publiką

20 – letni Francuz walczył ze starszym o 8 lat Rajewskim. Debiutujący w KSW zawodnik wygrał jednogłośnie na punkty pokazując duże umiejętności i rozbudzając apetyty przed kolejnymi walkami. Sukcesywnie punktował przeciwnika, umiejętnie schodził z linii ciosów i wyprzedzał bardziej doświadczonego rywala. Pokazał, że jest zawodnikiem przekrojowym, który doskonale radzi sobie zarówno w stójce, jak i w parterze.

Walka pretendentów do tytułu w wadze lekkiej

Szymuszowski i Szulakowski mieli przed tą walką apetyty na bój o mistrzowski pas w swojej kategorii. Starcie trwało 3 minuty i 33 sekundy i zakończyło się skuteczną skrętówką Szulakowskiego, który kilkukrotnie szukał nóg rywala i usiłował zakończyć pojedynek w ten sposób.

Damian JanikowskiDamian Janikowski
Autor zdjęcia: Sławek / commons.wikimedia.org

Olimpijczyk kontra weteran

Na KSW 41 swoją drugą walkę w karierze w formule MMA stoczył Damian Janikowski, a jego przeciwnikiem był Antoni Chmielewski – zawodnik, który w KSW debiutował w 2004 roku! Pojedynek był niezwykle efektowny, zwłaszcza przez wzgląd na urozmaicone ciosy Janikowskiego. Zawodnicy co rusz usiłowali widowiskowo sprowadzać walkę do parteru, co spotykało się z entuzjazmem widzów. W końcu na kończącą akcję zdobył się Janikowski, który w parterze wyłączył ręce Chmielewskiego i zasypał jego głowę lawiną ciosów. Sędzie nie miał wyboru i musiał przerwać pojedynek.

Andryszak – przyszły mistrz wagi ciężkiej?

Po błyskawicznym rozprawieniu się z Michałem Kitą na KSW 39, KSW 41 przyniosło Andryszakowi rywala w postaci Fernando Rodriguesa. Ta walka trwała jeszcze krócej i zakończyła się efektownym nokautem już po 26 sekundach. Starcie było eliminatorem do walki o międzynarodowe mistrzostwo KSW w wadze ciężkiej.

Wrzosek kontra Szymański

Wrzosek już w swojej drugiej walce w KSW zdobył pas mistrza KSW w wadze piórkowej, by stracić go przy pierwszej obronie. KSW 41 miało być dla niego pierwszym krokiem ku odzyskaniu tytułu, ale na swojej drodze spotkał młodego gniewnego, który również ma apetyt na pas. Tak jak można było przypuszczać, walka była dynamiczna i zacięta, ale minimalnie lepszy okazał się były mistrz wygrywając jednogłośnie na punkty. Szymański jednak pozostawił po sobie na tyle dobre wrażenie, że niebawem zapewne zobaczymy się z nim ponownie.

Erbst zwycięski, ale bez pasa

Walka z Sowińskim była dla Japończyka rewanżem za porażkę w 2015 roku podczas KSW 33. Miała też być walką o pas mistrzowski, ale była nią tylko dla Polaka. Dlaczego? Koike Erbst nie zrobił do tej walki wagi. Obaj panowie pokazywali ogromne zaawansowanie techniczne i walkę oglądało się z dużą przyjemnością. W końcu, pod koniec trzeciej rundy Sowiński dał się zaskoczyć i Erbst zakończył walkę duszeniem zza pleców, dopisując do bilansu kolejne zwycięstwo. Ale na pas mistrzowski będzie musiał jeszcze poczekać.

Zwycięstwo Oświecińskiego w cieniu skandalu

Aktor kontra raper? To nie mogło być wielkie starcie. I nie było. W walce Popka i Tomasza Oświecińskiego faworytem był ten pierwszy. Głównie przez wzgląd na swoje nieco większe doświadczenie w klatce. I wydawało się, że nie będzie tu niespodzianki, a walka zakończy się dość wcześnie, w pierwszej rundzie, kiedy Popek wyłączył ręce przeciwnikowi i okładał go w dosiadzie. Zabrakło jednak tlenu i nie udało się zwieńczyć dzieła. Nieoczekiwanie walka wyszła poza pierwszą rundę, choć obaj wyglądali jakby nie mieli już sił ani ochoty na dalszy bój. Oświeciński zachował jednak nieco więcej sił i na początku drugiego starcia sprowadził Popka do parteru i zasypał go gradem ciosów. Sędzia przerwał walkę, a Oświeciński zaliczył zwycięski debiut.

To jednak nie był koniec emocji, ponieważ po walce, z trudem łapiący powietrze aktor wyzwał na pojedynek siedzącego na trybunach Artura Szpilkę. Ten nie chciał czekać na kolejną galę, wpadł do klatki i zaatakował aktora. Pozostaje pytanie, czy ta historia będzie miała swój ciąg dalszy?

Main event pada łupem debiutanta

Stawką walki był pas mistrza wagi półśredniej. Stary wyjadacz i idol fanów KSW zmierzył się z zawodnikiem, który wskoczył na kartę w ostatniej chwili. Faworytem był Mańkowski, ale od pierwszych sekund walki Soldić pokazał, że przyjechał tutaj po zwycięstwo. Pozbawił Polaka wszelkich atutów i raz za razem zasypywał go serią potężnych ciosów. Mańkowski próbował różnorodnych technik, chcąc dobrać się do skóry przeciwnikowi, ale ten tego dnia był poza jego zasięgiem. Z minuty na minutę coraz mocniej rozbijał mistrza, aby pod koniec trzeciej rundy przypuścić, jak się okazało, finalny atak. W parterze nieprawdopodobnie obił głowę rywala, a tego przed ciężkim nokautem uratował gong kończący rundę. Półprzytomny Mańkowski nie potrafił o własnych siłach ponieść się z maty, a jego narożnik zadecydował, że nie stanie on do kolejnej rundy.

Federacja zyskała kolejną wielką gwiazdę, a gala KSW 41 przeszła tym samym do historii.